A long t ime ago...
godz: 18:15 data: 2012.03.24
Zapchaj dziura

No i znowu jestem zapchaj dziurą ... !!
Denerwuje mnie to i to strasznie, dobrze wie, że jestem SAMA (nie sądziłam, że to słowo będzie mnie napawało takim lękiem  i odrazą) i nie mam z kim wyjść.
Płakać mi się che i chyba takie będę mieć zajęcie na dzisiejszy wieczór :/

Komentuj(1)


godz: 20:59 data: 2012.02.24
i po problemie.

Ma dziewczynę.
Zobaczyłam zmianę statusu na fb to aż coś zadrżałam.
Najwyraźniej tak ma być.
Teraz do już w ogóle nic nie ma sensu, z każdym dnie uświadamiam sobie, że jestem coraz bardziej samotna i bezradna.

Komentuj(0)


godz: 20:26 data: 2012.02.15
Ku%#^@$wa

Czy jest ktoś w stanie powiedzieć mi jak ten świat funkcjonuje, jakimi priorytetami ludzie się kierują ? Bo ja usilnie szukam odpowiedzi ale nie ma żadnych znaków na niebie i ziemi, który w 1% dałyby mi odpowiedź.

Przede wszystkim mam ty na myśli ludzi z mojej grupy, wkur$%#@wia mnie kiedy na początku ktoś chce usilnie Ci pomóc, a potem BOOM i nagle już nie istniejesz dla niego (tak mam tu na myśli chłopaka z 2 czy 3 notki, ale i innych). Na początku było fajnie bo ktoś się mną interesował a teraz zostałam SAMA jak palec, chociaż nie palec ma tez inne palce do towarzystwa.
Nie ma mi kto pomóc, nikt się mną nie interesuje, to ja się interesuję innymi ludźmi tylko nie wiem dlaczego...
Nie wytrzymuje tego psychicznie, wieczorami ryczę do  poduszki wmawiając sobie, że nie cierpię być sobą i chcę umrzeć. Bo tak na prawdę bycie mną to jedna z najgorszych rzeczy jaką może kogoś spotkać.


Dlatego APELUJE do wszystkich czytających tego bloga, róbcie wszystko by nie popełniać moich błędów. Jeśli jesteście wyczytać coś z moich notek co robię źle w życiu to róbcie wszystko, żeby nie robić tego samego !!! Bo bycie mną to jest jedna z najbardziej żałosnych i dołujących rzeczy.

Mam tego dość bo nie potrafię sobie sama poradzić ze sobą, a nikt nie wykazuje chęci do pomocy nawet. I co ja mam robić ?
Nie potrafię zdać matematyki na studiach. Chyba czas sobie to powiedzieć głośno że jest za głupia żeby osiągnąć wyższe wykształcenie.
Tyle myśli kłębi się w mojej głowie i nie wiem co robić, zabić się ? prosić ludzi o pomoc co kompletnie nie leży w mojej naturze ? czy może samotnie walczyć do końca  ? (podobno orły latają samotnie).
Potrzebuje czyjegoś wsparcia i to strasznie a tym czasem nie mam go u nikogo.
Rodzina nie wspiera a każe, a dla nich to jest rzecz najważniejsza wyższe wykształcenie więc to jest przymusem który muszę osiągnąć, mój obowiązek, znajomym lata to koło dupy, a ja sama jest w jej czarnej wersji.



Komentuj(0)


godz: 23:30 data: 2012.01.28
Pytania.

W mojej głowie roi się od pytań. ciągle zadaje sobie pytania dlaczego to, dlaczego tamto ? Jest to strasznie męczące bo człowiek ani przez chwile nie może zaznać tego błogiego stanu poczucia, że w jego życiu wszystko układa się dobrze, nie może usiąść w ciszy i zwyczajnie cieszyć się otaczającym go światem. Ciągle zadaje sobie pytania i bezustannie szuka odpowiedzi, a tych na nieszczęście jest wiele i nie są jednoznaczne.

Dlaczego nie potrafię się z nimi zintegrować  ? dlaczego nie potrafię pójść porozmawiać ? dlaczego zawsze czuje się inna niż wszyscy ?
Nie potrafię porozmawiać z nimi na tematy inne niż nauka, a i te przychodzą mi ciężko zważywszy na to, że moja wiedza tyczy się całkiem innego zakresu niż ich. To, że moje rozumowanie i pojmowanie życia jest inne też stanowi pewnego rodzaju barierę komunikacyjną. Muszę się dopasować, zmieniać siebie i udawać, że wszystko to co mówią mnie interesuje.
Powodem ciężkiej integracji na pewno jest też to, że oni są szczęśliwi, mają TO czego jak tak pragnę od bardzo dawna, każde z osobna mi o tym przypomina. Odsuwam się od takich ludzi, bo nie potrafię dzielić ich szczęścia, rozmawiać z nimi wiedząc i widząc jak oni czerpią każdego dnia z życia dzięki TEMU.
Nienawidzę swojego życia. Z każdym dnie mam coraz gorszy nastrój, coraz bardziej mam tego dość ! Czuje że zmierzam donikąd, że to co robię nie robię tego dla siebie, a dlatego, że presja społeczeństwa tak każe.
Mam nadzieje, że pisana mi jest śmierć, szybka i bezbolesna i to niedługo. Nie radzę sobie, nie mam wsparcia ani tez odwagi powiedzieć o tym komukolwiek prosto w oczy z obawą że mnie wyśmieje i powie że to głupie.
Nienawidzę swojej grupy na studiach, całkiem inne światy. Dziewczyny piękne i szczęśliwe, mądre i zabawne. A ja  ? Totalne przeciwieństwo. Z pewnością nie piękna a szczęśliwa tym bardziej, wiedzy sobie nie odmówię ale nie jest ona taka jak u innych, tamta jest bardziej pożądana i zauważana, zabawna na swój sposób a co za tym idzie nie trafia to do wielu ludzi. Nie pasuje do tego świata. Takie myśli zazwyczaj mają 15 latkowie, a nie osoby w moim wieku to przykre bo mam już 21 lat ale nie potrafię poradzić sobie sama ze sob
ą .

Komentuj(0)


godz: 18:36 data: 2012.01.23


Oh God let me die...

Dlaczego proszę o to Boga ? Bo sama nie mam na tyle odwagi, żeby popełnić samobójstwo :(

Mam już dość tej zasranej uczelni, ludzi, stresu, po prostu wszystkiego !!
Pogodziłam się już z faktem że nie zdam na II semestr a jak zdam to cudem.
Dlaczego praca w grupie jest taka trudno do ogarnięcia dla niektórych ? Ktoś się stara chociaż żeby ten jeden przedmiot wyszedł dobrze a reszta zostaje ze stwierdzeniem "a się przejmujesz" Szlak mnie trafia już na wszystko, nie radze sobie ze stresem, z własnym życiem, z niczym :(

moja depresja sięga już chyba swoich granic. Coraz mniej chęci do czegokolwiek. I w 100% jest to wina tego, że nie mam faceta i wszystko co za tym idzie... (niska samoocena, brak poczucia własnej wartości i brak zaakceptowania siebie, kłótnia z przyjaciółką, brak jakiekolwiek wsparcia z czyjejś strony, brak uśmiechu na twarzy itd) Nie wyrabiam, mam dość po prostu dość ...:(


Komentuj(0)


godz: 09:37 data: 2012.01.15
Przyjaciółka.

Przyjaciel - osoba, którą darzy się przyjaźnią,

Każdy z nas chce mieć taką osobę, której może powiedzieć dosłownie wszystko, która będzie dla nas matką/ koleżanką/ przyjaciółką/ siostrą/ a nawet kochanką w jednym.Ważne żeby każdy miał kogoś takie przy sobie. Dlaczego ? Bo człowiek z natury ma potrzebę rozmowy ale nie z pierwszą lepsza osobą z ulicy a właśnie z kimś godnym zaufania o podobnych charakterze (a czasami nawet i nie).

Ciężko jest kogoś takiego znaleźć ale w 90% przypadkach każdemu to się udaje, Dzieje się to naturalnie. Pewnego dnia bawiąc się na podwórku, siedząc na wykładach czy pracując poznajemy naszego przyszłego przyjaciela.

Takiego a właściwie taką przyjaciółkę mam i ja. :)
Przeczytałam kiedyś na str
onie www.demotywatory.pl, że "przyjaźń się kończy kiedy jedna z przyjaciółek ma chłopaka" i przykro to stwierdzać ale w 40% jest to prawda.
I tak też jest w moim przypadku.
Wspomniała o tym w pierwszej notce. Jest mi z tym źle, bo zanim pojawił się ON byłyśmy tylko we dwie i było zajebiście, ciągle razem, każdego dnia pojawiało się pytanie "o której ?", a nie "z kim dzisiaj, ze mną czy z nim ?". Ale cóż taka kolej rzeczy ludzie się parują, potem rozstają, a tacy jak ja muszą się cierpliwie z boku temu przyglądać.
Najgorsze sytuacje są wtedy kiedy jesteśmy we trójkę JA,ONA i ON. Nienawidzę takich sytuacji i nienawidzę mojej przyjaciółki za to że je aranżowała
. Kiedy ja musiałam stać i patrzeć jak oni się obściskują, całują, te czułe słówka. Było mi wtedy tak zajebiście głupio i ciągle myślałam, że tak już zostanie, że to ona będzie zawsze gruchała sobie na moich oczach. Raniło mnie to cholernie, nie wiem czy ONA sobie zdawała z tego sprawę, ale kiedyś jej to wygarnęłam, szkoda tylko, że przez sms ale zawsze jakoś. Nie skomentowała tego w żaden sposób po prostu przestał przychodzić kiedy byłyśmy we dwie.

Było wiele takich sytuacji kiedy on się wpierd*lał. Jedna z najgorszych to było kiedy leżałyśmy we dwie na jej łóżku i oglądały TV. Przyszedł ON. Dołączył.  I z każdą minutą ja stawałam się "piątym kołem u wozu". Dlaczego ? Oni sobą tak strasznie zajęci w ogóle nie zwracali uwagi na mnie. Namiętne pocałunku, przytulank
i, czułe słówka... Rzygać mi się od tego już chciało, a na pewno płakać !! I tak z pozycji gdzie leżałam na poduszkach zostałam zepchnięta dosłownie na koniec łóżka w nogi. Poczułam się strasznie nie potrzebna, zraniona, a że był to okres kiedy non stop chciałam płakać powtarzałam sobie nie płacz, nie płacz.

Trwa to już ok 9 miesięcy, ciężkie 9 miesięcy dla mnie naprawdę :( Teraz kiedy się spotykamy wieczorem, ONA zawsze po naszym spotkaniu idzie do niego bo ja nie wiem czy właściwie ale odbieram to jakbym ja była opcją zapasową taką to zapełnienia czasu kiedy jego nie ma.

Nie wiem czy jej o tym powiedzieć czy nie, w ogóle nie wiem co robić, to jest moja przyjaciółka i chc
e żeby była szczęśliwa ale nie moim kosztem.

Do tematyki tej notki wrócę kiedy indzi
ej bo mam jeszcze wiele do napisania w tej sprawie.
1323788988_by_oojaaa_500.jpg


Komentuj(1)


godz: 18:39 data: 2012.01.1
Komentarz.

Odnosząc się do jedynego komentarza (a teraz właściwie dwóch ;)) pod pierwszą notką.

Ileż można czekać na "księcia z bajki" ?

5 a teraz właściwie już 6 lat to cholernie dłuuuugi okres czasu. Z każdym dniem człowiek staje się mniej ufny sobie i innym tak naprawdę. Kiedy pojawi się ktoś kto okazuje na tyle zainteresowania aby stworzyć związek - ucieka się od tego mimo, że tak bardzo się tego pragnie. Automatycznie włącza się myślenie:
minęło tyle lat,
przecież ja nie potrafię być w związku,
a jak się starasz już o to, to każdy Twój ruch wydaje się być żałosny, zbędny, głupi.

Aktualnie jestem w takiej dziwnej sytuacji. Jest chłopak, lubię go i to bardzo, jego charakter przyciąga.
Całowaliśmy się na jednej z imprez, po czym nasze relacje się polepszyły częściej rozmawialiśmy, dzwonił do mnie ja do niego pisałam. 
Właściwie od tego pocałunku się zaczęło.
Ale potem zaczęło się pieprzyć. Kiedy on się nie odzywał a ja próbowałam nawiązać kontakt wszystko było jakby nie tak, miałam wrażenie że każda moja próba rozmowy jest  żałosna i głupia. To ja bardziej staram się aby coś z tego wyszła a on zwyczajnie mnie zlewa. Dziwne bo teraz pisząc tą notka zdałam sobie z tego sprawę, że tak jest.

To boli, kiedy Tobie zależy a ta wymarzona połówka, zwraca na Ciebie uwagę kiedy czegoś chce, albo przypomni sobie, że istniejesz.
Cholernie dziwna sytuacja, i cholernie rani bo ja jestem emocjonalnym wrakiem człowieka i nie wiem co mam robić, czy odpuścić i żyć dalej jak zakonnica użalając się nad swoją niedolą ? Czy może dalej go "katować" pisząc do niego, dzwoniąc  ? Bo tak naprawdę nie wiem jak on to odbiera. A głupio mi zapytać się tak naprawdę "Hej czy między nami coś jest czy tylko mną się bawisz ? "

Studiujemy na jednym roku więc jakiekolwiek niezręczne sytuacje nie wchodzą w grę.


Komentuj(0)


godz: 00:12 data: 2011.12.30
Dość nietypowo.

Blog założony po to aby nawiązać nowe kontakty z ludźmi, którzy mają takie same, podobne lub całkiem inne życiowe problemy i nie potrafią sobie z nimi poradzić.

Notka dodana przed chwilą jest notatką pisną 28.11 - czyli miesiąc temu. Niestety od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Mam coraz większego doła, coraz większe problemy i coraz większą ochotę się zabić.

Za każdym razem kiedy wychodzę z domu to z myślą, że może dzisiaj mnie auto potrąci i to będzie KONIEC.

Na uczelni coraz gorzej, nie potrafię pogodzić się z ta myślą, że w  liceum byłam prymuską, a tutaj czuje się jak te tumany z mojej licealnej klasy, które każdy przedmiot musiały zaliczać na 2 !!

To co się dzieje teraz w moim życiu (a tak naprawdę dzieje się to od dawna) mnie przerasta, STRES mnie wykańcza, nie potrafię skupić, zmobilizować...

Mam DOŚĆ !


Komentuj(0)


godz: 00:09 data: 2011.12.30
Do wszystkich niezadowolonych ze swojego życia

Witam wszystkich zawiedzionych sobą, swoim życiem...

Od ładnych paru lat nie potrafię nic zrobić tak żeby było dobrze, nie potrafię zmobilizować się żeby osiągnąć zamierzony cel co jest przyczyną mojej ciągłej depresji i wszystkich porażek życiowych.

Jestem studentką I roku na Administracji.Jest to drugi kierunek jaki zaczynam bo pierwszy poje*ałam mimo tego, że był tym wymarzonym... Czemu to zrobiłam ? Nie wiem ... Uczelnia zła, ludzie z grupy źli, wykładowcy jeszcze gorsi .... Niestety naburmuszyłam się jak dziecko i uciekłam.
Kierunek obecny również mam w planach rzucić. Czemu ? Pewnie z tych samych powodów ... nie radze sobie, wykładowcy źli, nie potrafię się zmobilizować do pracy, wszystko mnie drażni...
A niestety nie mam żadnego doświadczenia zawodowego, nie mogę znaleźć pracy co utwierdza mnie w przekonaniu że ze mną jest coś nie tak.

Mam 20 lat i do tej pory jestem sama. Wiem, wiem... Jak to możliwe ? A jednak ! Nie wiem czemu ale jestem. Dobija mnie to strasznie, nie mam nikogo kto by mnie wspierał, nie mam do kogo się wyżalić czy przytulić, jestem sama jak palec, ze wszystkim muszę radzić sobie sama. Mam przyjaciółkę, kocham ją jak siostrę, ale nie potrafię jej powiedzieć co mnie tak naprawdę gryzie, dodatkowo dobija mnie, że ona ma ta druga połówkę to wsparcie, którego mi brakuje.

Nie potrafię nic zrobić ze swoim życiem, żeby było piękne. Coraz bardziej zamykam się w sobie, izoluje od ludzi u których widzę to szczęście i to powodzenie w życiu. Nie rozwijam swoich pasji, zaprzestałam malowania i rozwijania predyspozycji językowych. Dlaczego ? Nie wiem...

Nie potrafię odpowiedzieć sobie nawet na najprostsze pytania dlaczego jest ze mną jak jest. Wmawiam sobie tuzin rzeczy, że życie jest piękne, ale automatycznie włącza się bariera... "Gdyby było piękne to .... " i milion powód czemu ona takie nie jest, co mnie wpędza w depresje. Jedyne co potrafię to siąść i płakać.
Krótką mówiąc jestem nieudacznicą, wszystko potrafię spieprzyć.


Komentuj(2)


Credits

Stworzył Artur pobrano z Szablony Inventive
Powered by blog